czwartek, 20 października 2011
Wierszykowo znowu :)

Przede wszystkim chciałabym Wam podziękować za miłe komentarze pod poprzsednim postem. W pracy nadal jest ciężko, jestem ciągle zdenerwowana, zmęczona, nic mi się nie chce. Ale mam nadzieję, że z czasem sytacja się uspokoi. A dziś chciałam Wam zaprezentować krótki wierszyk, którego adresatem jest... życie ;)

Oto i on:

Chabry zbieram, nie szukam róż.
Jestem prosta, zwyczajna, no cóż.
W zbożach szukam błękitnej nadziei,
by się nie zgubić w nocnej zawiei.

Czy ja tak wiele od ciebie wymagam,
gdy o chwilę uwagi, miłości cię błagam?
Jak chaber więdnie bez swego owada,
tak ja bez ciebie gasnę, jestem szkaradna.

Chcę w sercu rozpalić ten ognik co kiedyś
sił dawał, chronił od biedy.
Chcę kwiat błękitny w duszy usadzić
i nigdy, przenigdy nie chcę cię stracić!

11:00, brownkalina , Wierszowo
Link Komentarze (1) »
wtorek, 04 października 2011
trochę rymów ;)

Hej ;) zastanawiałam się jakiś czas, czy pokazywać tu moje wierszowe wypociny i doszłam w końcu do wniosku, że jednak zaryzykuję, zwłaszcza, że wiersze spotkały się z uznaniem na pewnym poetyckim serwisie :)

Może najpierw zaprezentuję dość długi, mam nadzieję, że nie nudny, wiersz-bajkę.

Starałam się ująć w nim to co moim zdaniem trawi naszą współczesność. Zazwyczaj usiłuję pokazać w wierszu to co nie pasuje mi we współczesnym świecie, ale czasem też piszę o pozytywach :))

Oczywiście nie abstrahuję do miana wielkiej, cudownej, wspaniałej poetki. Ja tylko napiszę coś od czasu do czasu jak poczuję przypływ weny:)

Dobra, już bez zbędnej gadaniny prezentuję "O czterech wadach głównych" - miłego czytania :))

W dalekiej krainie
na ogromnej łące
w trawie tonęło
zachodzące słońce.

Zrobiło się ciemno,
z traw wyjrzał księżyc.
łąką brunatną
biegło czterech mężczyzn.

Pierwszy szedł Rozpustny -
sznur uciech prowadził.
Potem biegł Zazdrosny
zielony na twarzy.
Za nim zdążał Chciwy
z boa w kieszeni.
Ostatni szedł Obłudny
w fałszywy świat jesieni.

Dążyli na świat, by przed kura pianiem
zwieść na swą stronę sto panów i panien.
Biegli co tchu od Tatr po Alaskę,
by wszystkich ludzi pchnąć w Bożą niełaskę.

Starali się mocno,
bo na świecie tłoczno.
Kusili, wabili, kłamstwami raczyli,
a każdej nocy swe łupy liczyli.

I każdej nocy co swoje zbierali,
a rankiem odpływali w traw zielonej fali.
Lecz tak im się tu spodobało,
że w nocy im było już mało.

Zatem zostali tu u nas na stałe,
zbierają swe żniwo raz duże, raz małe.
Ludzką naiwnością się żywią, głupotą,
za bogactwem i za pięknem tęsknotą.

I nie znikna póki ten świat nam znany
z Boskiej mapy nie będzie zmazany.

 

 
Tagi: poezja wiersz
12:41, brownkalina , Wierszowo
Link Komentarze (2) »